Huawei i Google: Huawei będzie mógł używać tylko bezpłatnej, ogólnodostępnej wersji Androida, ale straci dostęp do Google Play Store, Gmail i YouTube. Więcej na Reuters.com
Poparto zmiany prawa autorskiego w Unii Europejskiej. Chronią autorów? Czy wszystko zadziała tak jak zakłada ustawodawca? Szczegóły  na Reuters.com.
Dopóki polski pracodawca kręci nosem na zatrudnienie programisty czy grafika zdalnie, amerykanie już testują stanowiska dla zdalnej pracy kierowców autobusów – informuje BBC

Agencja marketingowa czy freelancer do tworzenia stron internetowych?

Kto sprawdza się lepiej do tworzenia stron internetowych – agencja marketingowa czy freelancer? Pozwolę sobie zdradzić sytuację od strony kuchni, ponieważ pracowałem dla kilku agencji marketingowych w Warszawie, jako podwykonawca. Poza tym, korzystałem z usług jednej agencji, sprawa zaledwo nie wylądowała w sądzie.
Agencja marketingowa czy freelancer?
Agencja marketingowa czy freelancer?

Czym jest agencja marketingowa?

Czym jest agencja marketingowa? Dokładnie! Jest agencją marketingową. Czy słyszałe[-a]ś w poprzednim zdaniu coś o profesjonalnym wytwarzaniu oprogramowania (na przykład, stron internetowych)?

To mógł być koniec artykułu, bo sama ta definicja jest wyczerpującą odpowiedzią na postawione pytanie. Ale to był by nie w pełni obiektywny artykuł o agencjach marketingowych oraz freelancerach. Dlatego postanowiłem zdradzić sytuację od strony kuchni.

Proszę Państwa nie traktować tego artykułu jako reklamę dla freelancerów. Mam prawo do napisania i opublikowania tego artykułu, ponieważ gwarantuje mi to Art. 19 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych (Dz.U.1977.38.167). Współpracowałem z kilkoma agencjami marketingowymi w Warszawie, z tego doświadczenia powstał niniejszy artykuł. Nazw agencji nie będę wymieniał, bo ustawa zabrania oczerniać dobre imię innych.

Prezes jednej agencji marketingowej inwestował kasę w rozwój firmy, nawet zatrudnił doradcę biznesowego. W końcu on też oszukał mnie, bo nie zapłacił za jedno faktycznie wykonane zlecenie (ale nie bez powodu, bo przeterminowałem mu te zlecenie, więc nie narzekam). Pod czas współpracy z tamtą firmą cały czas obserwowałem wzrost firmy, wzrost standardów świadczonych usług, rozszerzenie oferty, obserwowałem cały czas jak facet wraz z zespołem idzie do przodu. W trzech innych agencjach, niestety, sytuacja, którą obserwowałem, wyglądała zupełnie inaczej.

Pozostałe agencje, z którymi współpracowałem – tragedia. Wykonując zlecenia dla tych agencji marketingowych, prawie cały czas cofałem się, bo cały czas chodzi im jedyne o szybkie wrzucenie klientowi strony internetowej na WordPressie, żeby jak najszybciej zacząć sprzedawać klientowi reklamy. Klient też nigdy nie otrzymywał najlepszych rozwiązań. Najpierw podpisuje się umowa tak żeby cokolwiek sprzedać, a dopiero po podpisaniu, często bez żadnych konsultacji z ekspertami, szuka się freelancera, który to wykona jak najniższym kosztem. I cały czas w kółko to samo – sprzedaż reklam, sprzedaż reklam… Nigdy o jakość strony internetowej, bo te traktowane jedyne jako narzędzie do sprzedaży reklam.

Czy warto ufać agencjom marketingowym? No ufać może warto (niektórym), ale na pewno nie warto zlecać im niewłaściwą pracę. Bo zaprojektowanie i stworzenie bezawaryjnego oprogramowania, strony internetowej czy też e-sklepu, to zdecydowanie nie jest zadanie dla agencji marketingowej. Reklamy – tak. Jeśli potrzebujesz przygotowania dobrych reklam, chcesz zlecić zarządzanie Twoimi reklamami profesjonalistom, agencja marketingowa (sprawdzona, rzetelnie zweryfikowana) sprawdzi się najlepiej. Nie najtaniej, ale, prawdopodobnie, najlepiej pod kątem wyników, czyli konwersji reklam. Mam też negatywne doświadczenie zlecenia reklam agencji reklamowej (o tym poniżej), ale jeśli rzetelnie zweryfikować firmę, to jest szansa na skuteczne reklamy.

Natomiast, jeśli chodzi o strony internetowe, a tym bardziej, o sklepy internetowe lub inne rozbudowane portale, o co chodzi? Czy zaprojektowanie samolotu zlecisz agencji marketingowej? To czemu niektórzy przedsiębiorcy zlecają zaprojektowanie sklepu agencji marketingowej? Tego nie umiem wytłumaczyć, jednak jest znany mi fakt że w Polsce sporo wdrożeń sklepów internetowych zostały sprzedane przez agencje marketingowe. Może to dlatego że naprawdę znają się na marketingu i potrafią sprzedać prawie cokolwiek, nawet to na czym totalnie się nie znają.

Przykładem codzienny dialog z Prezesem przeciętnej ponadprzeciętnej agencji marketingowej:

  • Panie Prezesie, umowa jest nie korzystna dla nas, stracimy na tym 20 tys zł., bo nie ma szans postawić zaawansowany sklep, mieszcząc się w budżecie 3000 zł. Po co Pan podpisał taką umowę? Dlaczego Pan nie skonsultował się ze mną, zanim podpisał Pan umowę?
  • Sergiusz, nie martw się, wszystko w porządku, zrób ten sklep na jakimś gotowcu tak szybko jak tyko się da, a stratę odbijemy na sprzedaży AdWordsów.

Kolejny projekt, inna agencja:

  • Panie Prezesie, tu ma być VPS, Debian 9.2, NGINXem 32 GB RAMu i 4 rdzeni procesora.
  • Dobrze, to wyślij mi przykłady ofert!
  • Proszę, ten za 30 EUR miesięcznie w niemieckiej serwerowni, albo ten za 270 zł miesięcznie w Warszawie;
  • (po jakimś czasie) Hej, Sergiusz, wysłałem Ci hasło.
  • Jakie hasło?
  • Do hostingu za 9.99 zł w promocji na pierwszy rok z bezpłatną domeną u lidera rynku…

Nie chcę nudzić, tych przykładów mogę podać dużo więcej.

Nie mówię że wszystkie agencję są takie same. Nie chcę nikogo oczerniać, dlatego nie wymieniam nazw tamtych firm. Dla sprawiedliwości podkreślam – w jednej agencji sytuacja była (nie wiem czy jest do tej pory) zupełnie inna, prezes nawet zdawał sobie sprawy z różnicy pomiędzy software house i agencją marketingową. Chociaż nie ukrywam że kosztowało mi trochę wysiłku wytłumaczyć mu o co chodzi z tym robieniem stron i sklepów, ale w końcu właściciel firmy podjął świadomą decyzję że prowadzi agencję marketingową, a nie software house, jestem z niego dumny.

Kto tworzy strony internetowe?

Strony internetowe projektują informatycy, architekci systemów, programują inżynierowie informatyki czyli programiści, testują testerzy. To wszystko oddzielne zawody. Wszystko inny sposób myślenia. Ale nigdy nie graficy, nie prezesi agencji marketingowych, nie sprzedawcy, nie rolnicy, nie dentyści, tylko informatycy. Graficy projektują widok strony (a nie projektują ją jako całość), rolnicy i dentyści (o ile zlecają zaprojektowanie i stworzenie strony internetowej) szykują specyfikację, w której opisują dokładnie czego oczekują od strony www lub sklepu, ale projektuje stronę informatyk lub architekt systemów. Zwracam na to uwagę, ponieważ w Polsce to jakoś się odwróciło, bo wielokrotnie obserwowałem sytuację gdy prezes firmy (chociażby tej że agencji marketingowej) daje zadanie na zaprojektowanie strony internetowej grafikowi, a później szukają do tego freelancera, który to zakoduje w HTMLu i w końcu to informatyk (który kodował HTMLa) jest winny że do szablonu w HTML/CSS nie da się zaprogramować funkcjonalność podobną do, na przykład, booking.com (bo okazuje się że, teoretycznie, powinno istnieć coś takiego jak serwer i back-end). Albo klient, który zleca najpierw grafikowi zaprojektowanie widoku strony, później szuka informatyka do zaprogramowania tej strony (po odebraniu dziwi się dlaczego tyle kompromisów).

Poważne strony internetowe, portale, większe systemy, tworzą firmy typu Software House albo informatycy freelancerzy. W większości przypadków informatykowi jest potrzebny do pomocy grafik, ale na pewno nie na odwrót. Chyba że ktoś woli piękny widok i słabo działający system. Często potrzebny jest ekspert od UI/UX, czasem branżowi eksperci też mogą zostać zaangażowani do projektu. Na którymś etapie mogą zostać też zaangażowani marketingowcy. Ale nie może być tak że stronę internetową projektuję grafik lub marketingowiec, a później szuka się małpki kodującej, do zakodowania szablonu do WordPressa na podstawie Divi lub innego buildera… Gdyby byłbym ustawotwórczym politykiem, z pewnością zakazałbym takie coś pod rygorem odpowiedzialności karnej z pozbawieniem prawa siadać do komputera na 25 lat.

Nie mniej jednak, każdy handlowiec z agencji marketingowej (czy też jej prezes) wytłumaczy Ci dlaczego lepsza jest, akurat, agencja marketingowa. Każdy freelancer, natomiast, uzasadni dlaczego on jest lepszy. Bo mu dokładnie tak samo zależy na sprzedaży jego usług jak i agencji.

Agencja czy freelancer?

W każdym wypadku sytuacja wygląda inaczej. Każdy projekt jest inny, a dlatego wymaga innego podejścia, innego zespołu, innych kompetencji. Idąc dalej, każda agencja marketingowa jest inna. Każdy freelancer jest inny. Nie mówiąc już o zatrudnieniu informatyka bądź grafika na etat. Nie ma tak że lepiej to albo to. Wszystko jest względne.

Warto powiedzieć coś, o czym raczej nie wspominają podczas rozmowy sprzedażowej ani handlowcy z agencji marketingowych ani, tym bardziej, prezesi agencji. Mianowicie, o tym, że 50% zleceń, takich jak tworzenie stron czy sklepów internetowych, zleconych agencji marketingowej, i tak wylądują u freelancera albo u zatrudnionego na etat studenta (nie koniecznie kierunku informatycznego), który dopiero zaczyna przygodę zawodową. Prawda jest taka, że wszystkie znane mi agencji marketingowe w Warszawie działają zgodnie ze schematem 30/30/30. To znaczy że klient wpłaca kasę, 30% otrzymuje freelancer lub informatyk na etacie wraz z grafikiem (czyli bezpośredni wykonawca), 30% jest przyznaczone na pokrycie kosztu utrzymywania firmy wraz z wynajmem biura, opłatą usług biura rachunkowego, wynagrodzenia sprzątaczki itd, pozostałe 30% lądują w kieszeni właściciela firmy. Inaczej mówiąc, płacąc freelancerowi o 50% niżej niż agencji, wykonawca dostaje o 20% więcej. Czyli masz wiekszą kwalifikację.

Prezes agencji powie że zatrudnia informatyków, że nie zleca freelancerom, ale nie koniecznie powie że zatrudnia na stanowisku informatyka osobę, dla której jest to pierwsza praca. Z kolei freelancer, który dopiero wczoraj ukończył studia, też czasem opowie o 5…15 latach doświadczenia (nie wiem, może nadgodziny). Więc po prostu trzeba uważać, poważnie weryfikować zleceniobiorcę.

W mojej ocenie, do stron-wizytówek, landingpage-ów nie ma większego znaczenia – raczej i agencja da radę i freelancer. Tylko że w agencji zapłacisz wynagrodzenie prezesowi, sprzątaczkom, dołożysz kasy do wynajmu ich biura itd. W zamian dostaniesz (prawdopodobnie) gwarancje, że jak informatyk odejdzie, to zatrudnią nowego, ale projekt raczej dokończą. Może przeterminują, może zrobią nie do końca tak jak chciałe[-a]ś, ale zrobią.

Natomiast do większych projektów, zdecydowanie, albo software house (czyli firma, która specjalizuje się w tworzeniu oprogramowania) albo freelancer. Bo inaczej masz szansę dostać stronę, zaprojektowaną przez grafika (czyli zupełnie nie przemyślaną ani od strony technicznej, ani od strony UI/UX, ale pięknie wyglądającą). Czy polecisz samolotem, zaprojektowanym przez grafika?

Przy okazji, zapytaj u handlowca lub prezesa agencji, jakim doświadczeniem zawodowym dysponuje każdy informatyk, który będzie zaangażowany do Twojego projektu. Zapytaj też o wiek informatyka/informatyków (bo jest szansa że uzyskasz odpowiedź że informatyk ma 15 lat doświadczenia, jednak okaże się że jego wiek jest 25 lat). Koniecznie niech pokażą portfolio dokładnie tego informatyka. Bo jeden gość jak zaczynał działalność, wziął moje portfolio, i opowiadał że to jego portfolio. Na etapie dopóki ja współpracowałem z nim – ok, wyraziłem na to zgodę, ale po ukończeniu współpracy on zaczął oszukiwać ludzi – pokazywał moje portfolio i opowiadał jakie piękne projekty robi jego agencja. Także nigdy nie patrz portfolio samej agencji, bo to mocno oszukujące. Znaczenie ma portfolio dokładnie tej osoby, która będzie wykonywała projekt. Bo jak ktoś kiedyś zrobił jeden projekt, który robi wrażenie, to nie koniecznie agencja jest w stanie go powtórzyć. U freelancera jego portfolio to jego wszystko.

Prawdziwi informatycy z doświadczeniem pracują, najczęstszej, w software housach albo prowadzą własną firmę, sprzedają własny produkt lub usługi. Bo, dopiero w taki sposób robi się kasa. Zobacz ile zarabia programista.

Agencji, w większości wypadków, po prostu nie stać na zatrudnienie doświadczonego informatyka. Chyba że prezes zrezygnuje z wynagrodzenia, a informatycy będą pracować zdalnie… Graficy mogą być, ale informatycy – wątpię (z mojego doświadczenia wynika że nie ma szansy, bo informatyk po prostu się znudzi, a konto agencji się wyzeruje). Jakieś pojedyncze, wybitne, agencję, mogą zatrudniać przez dłuższy czas zawodowego informatyka z doświadczeniem. Ale takiej agencji trzeba jeszcze poszukać. Ja, na razie, nie spotykałem się z czymś takim. Sam nie wytrzymałem więcej jednego roku współpracy z żadną agencją, bo dla mnie to totalna nuda i cofanie się (i finansowo to raczej porażka).

Prawda jest taka że czasem jedna osoba (działalność gospodarcza jednoosobowa), czyli freelancer, nazywa siebie agencją marketingową. Czasem robi to o tyle sprytnie, że klient nie wie o tym że współpracuje z jedną osobą, która ma na głowie 10 przeterminowanych projektów. Duża część agencji marketingowych to grupa handlowców (albo nawet jeden), którzy siedzą w pięknym biurze, a jeśli klient będzie się upierać co do wizyty w biurze, to chętnie zaproszą go do biura, ale akurat w tym dniu, prawdopodobnie, okaże się że wszyscy pracownicy mają spotkania wyjazdowe z klientami typu fabryka Mercedes-Benz lub E.Wedel i dlatego dziś nieobecni w biurze. A jak złapią zamówienie, podpiszą umowę, no to pilnie szukają freelancera, który jak najtaniej wykona projekt.

Nie zawsze. Są porządne firmy, porządne agencje marketingowe. Ale to zdecydowanie mniejszość. Dlatego zleceniobiorcę (w każdym wypadku, nie ważne czy to jeden freelancer czy duża firma) zawsze trzeba poważnie weryfikować. A umowy trzeba negocjować na swoją korzyść. Umowa – od słów „umawiać się”, inaczej mówiąc „strony się umawiają”. Brak opcji że jedna strona stawi warunki i nie ma negocjacji.

Jako klient jednej z polskich agencji marketingowych, parę lat temu (2017) zleciłem reklamy dla jednego z moich sklepów. 1500 zł miesięcznie w błoto, fatalne reklamy, a później okazało się że podpisałem umowę abonamentową. Umowa ta była tak skonstruowana, że nie wykryłem abonamentu przy podpisywaniu (teraz nie podpiszę żadnej umowy, dopóki nie zrozumiem każdego słowa). Sprzedawczynia z tamtej agencji marketingowej opowiadała że wśród ich klientów, m. in, firmy Mercedes-Benz i Fiat (i mnóstwo innych). Odpowiednie loga były umieszczone na ich stronie internetowej. Na końcu, gdy sprawa prawie wylądowała w sądzie, usunęli nielegalnie użyte logo Mercedes ze swojej strony, bo wyjaśniło się że współpraca z firmą Mercedes-Benz tak naprawdę oznaczała rozmieszczenie na portalu ogłoszeniowym promowanego ogłoszenia, na zlecenie klienta (bo ten nie potrafił obsługiwać komputera) o sprzedaży mocno używanego Mercedes W124.

Znam też przykłady, gdy sklepy internetowe osiągały ogromne zyski dzięki reklamom, robionym i zarządzanym przez agencję marketingową. Więc to różnie bywa.

Czym jest prawdziwa agencja marketingowa?

Prawdziwa agencja marketingowa (czy też interaktywna) to firma, która zatrudnia na etacie doświadczonych specjalistów o różnych kwalifikacjach, przeważnie grafików, marketingowców i handlowców. Przeważnie kwalifikuje się na marketingu. Z resztą, jak powiedziałem na początku, sama nazwa wszystko dokładnie tłumaczy.

A nawet jeśli agencja zatrudnią zawodowych programistów, to i tak nie będzie zbyt skuteczne, bo najczęstszej nie mają procesów wytwarzania bezawaryjnego oprogramowania. Jak nie masz ani torów ani pociągów (chociażby wynajętych), to raczej ciężko wykonywać przewozy kolejowe. Tak samo ciężko wytwarzać wydajne oprogramowanie, jeśli nie masz ani poukładanych w odpowiedni sposób procesów ani zespołu. Minimalny zespół do wytwarzania bezawaryjnego oprogramowania to: menedżer projektu, architekt systemów, programista, grafik, tester. Ale prezesi niektórych agencji marketingowych, najczęstszej, mają inne zdanie.

Prawdziwa agencja marketingowa to firma działająca w branży reklam. Jeśli potrzebujesz skutecznego loga, jakieś koszulki albo kubki z nadrukiem, doradztwo w zakresie reklam, prowadzenie fan-page na Facebooku, reklamy AdWords – tak. To zakres kompetencji agencji marketingowej.

Podsumowanie.

Zaprojektowanie samolotu – zakres wiedzy inżynierów lotnictwa. Zaprojektowanie pociągu – zakres wiedzy inżynierów kolejowych. Zaprojektowanie strony internetowej lub sklepu internetowego – zakres wiedzy inżynierów informatyki. Wiem że w czasach dzisiejszych nawet żarówki projektują księgowi i marketingowcy, bo musi się zepsuć po jakimś czasie, żeby sprzedać nową, inaczej produkcja się nie kalkuluje, ale jeśli podchodzić do sprawy poważnie, żaden z wymienionych wyżej projektów nie jest kompetencją agencji marketingowej.

W mojej ocenie, najlepiej, zrobienie strony internetowej zlecić freelancerowi (jeśli to mniejszy projekt), albo firmie typu software house, a reklamę, wypromowanie tej strony już agencji marketingowej. Nie jestem też zwolennikiem udzielania dostępów do FTP itd agencjom marketingowym. Jeśli chcą poprawić, na przykład, kod nagłówków albo opisów strony – niech szczególnie wytłumaczą co, ich zdaniem, jest nie tak, a poprawia niech fachowiec, który tworzył stronę.

Jeśli mój klient udziela agencji marketingowej lub SEOwcom dostępów do serwera, gdzie znajduje się projekt serwisu internetowego mojego wykonania, jest to mój były klient, bo od razu rezygnuję z obowiązków gwarancyjnych (przecież klientom udziełam gwarancji dożywotnie) i posprzedażowej obsługi.

Jeśli znalazłe[-a]ś błąd w tekście, bardzo proszę o powiadomienie administratora bloga. Zaznacz błędny tekst i wciśnij CTRL+ENTER.

Autor artykułu: Sergiusz Diundyk, ekspert ds. nowych technologii oraz automatyzacji procesów. Doradca z zakresu architektury oprogramowania, e-commerce i szeroko pojętego cyber-bezpieczeństwa. Więcej informacji 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Informacja o błędzie

Tekst zawierający błędy